2013/05/25

Pocztówka z GALAPAGOS


Lew morski wylegujący się na ławce w Puerto Ayora ;) fot.: www.travelblog.org




Nie ma chyba drugiego takiego miejsca na Ziemi. Wyspy Galapagos kuszą niepowtarzalną florą i fauną, krajobrazami jak z innej planety oraz nietypowym klimatem z 2 porami roku (gorącą i deszczową oraz zimną i suchą). 




Samolot ląduje na małej wysepce Baltra. Oprócz lotniska i wysuszonej od słońca ziemi nie ma tu nic. 
Promem dostajemy się na Santa Cruz, najgęściej zaludnioną wyspę archipelagu. Naszym celem jest Puerto Ayora, gdzie jest nasz hotel. By się tam dostać przejeżdżamy autobusem całą wyspę. Po drodze mijamy pastwiska, pola uprawne (m.in. kawy, pomarańczy, warzyw).
Po zakwaterowaniu w hotelu wybieramy się na wycieczkę do Stacji Badawczej im. Karola Darwina. Po drodze spotykamy pierwsze iguany, kóre kręcą się pod nogami bez strachu. Puerto Ayora to wioska rybacka, w której nie brakuje hoteli i restauracji. Zamieszkuje ją ok 3,5 tys. mieszkańców.
Docieramy do Stacji, której największą atrakcją są olbrzymie żółwie, od których archipelag wziął swą nazwę. Można też zwiedzić wylęgarnię żółwi oraz muzeum.

fot.: Dagny


Następny dzień, a raczej świt wita nas pochmurnym niebem. Wsiadamy do autobusu, ponieważ musimy się dostać do portu w kanale Itabaca, gdzie czeka na nas mały jacht. Przejeżdżamy całą wyspę i dopiero w połowie drogi, jak za dotknięciem czarodziejskiej różdżki wstaje słońce. Znowu obserwujemy przez szyby autobusu pola, uprawy i życie codzienne mieszkańców Galapagos. Jacht jest niewielki, 
z miłą załogą i wykwalifikowanym przewodnikiem (tylko w taki sposób można poruszać się po wyspach). Zaczynamy zwiedzanie archipelagu.
Na początek South Plaza, będąca jedną z najmniejszych, ale też najbogatszych pod względem fauny i flory wysp. Została uformowana z podnoszącego się dna morskiego i leży na pn-wsch od Santa Cruz.
Ta malownicza wyspa oferuje możliwość spotkania wielu morskich ptaków, w tym głuptaków niebieskonogich, fregat, a także legwanów lądowych i jaszczurek. Miejsce to ma ciekawy koloryt. Połączenie turkusowej wody, białego piasku i czarnej lawy, a do tego obrośnięte zieloną roślinnością kamienie, na których wygrzewają się jaskrawopomarańczowe kraby. Wyspę porastają sukulenty i opuncje. Wszystko to tworzy niesamowity klimat, zwłaszcza, że wszędzie biegają źółte iguany, niepłochliwe lwy morskie, a ptaki odpoczywają i gniazdują pod opuncjami. 



fot.: Dagny

W małej zatoczce można skorzystać z kąpieli w towarzystwie wesołych lwów morskich;) Ja niestety szybko uciekłam z wody, więc nie była mi dana zabawa z tymi sympatycznymi ssakami. Ich kolonia, składająca się z ok.1000 osobników znajduje się na zachodzie wyspy. 
Wracamy na jacht, gdzie czeka nas jeszcze luch. Wpatrując się w widoki za burtą, zauważamy coraz większe zainteresowanie jachtem ze strony ptaków. Jak u Hitchcock’a zjawiają się nagle pelikany, albatrosy, mewy i latają nam nad głowami. Co się dzieje? Okazuje się, że kucharz szykując posiłek na dolnym pokładzie wyrzuca resztki ryb ku uciesze ptaków i oczywiście turystów;)
Pełni wrażeń wracamy na Santa Cruz. 
Drugiego dnia naszej przygody mamy w planach zwiedzanie Bartolome, małej wyspy, ale za to najczęściej fotografowanej. Rejs zaczynamy śniadaniem na pokładzie wraz z turystami z różnych stron świata. Wdajemy się w pogawędke z przemiłym Rosjaninem, który od dłuższego czasu jest w ciągłej podróży. Trochę mu zazdroszczę ;)
Bartolome najbardziej znana jest z Pinnacle Rock, skalnego obelisku wyrastającego z oceanu. 


fot.: Dagny

Na wyspie spotkać też można jedyny gatunek pingwina występujący na pn. od zwrotnika. Nam udało się wypatrzyć tylko jednego osobnika, który histerycznie piszcząc szybko zniknął w wodach zatoczki.
Najwięcej wrażeń dostarczyła nam jednak wspinaczka na Cerro Bartolome, skąd rozpościera się wspaniały widok na 2 przeciwległe zatoki, Sullivan i Pinnacle Rock. Tu obowiązkowa sesja fotograficzna, ponieważ widok ten jest kojarzony z Galapagos tak, jak wieża Eiffla z Paryżem.


fot.: Dagny

Schodzimy na pierwszą plażę, gdzie wylegują się lwy morskie i można natknąć się na żółwie olbrzymie, które w wykopanych w piasku gniazdach składają jaja. Tutaj również można skorzystać z kąpieli w towarzystwie lwów, polujących pingwinów oraz ławic tropikalnych ryb. W drugiej zatoczce natomiast spotykamy pływające blisko brzegu rekiny.
Robi się późno i musimy wracać, po drodze mijamy inne wyspy i z pokładu podziwiamy róźnorodność archipelagu.
Tak kończy się moja przygoda z Galapagos. Bardzo krótka, ale intensywna i pełna wrażeń. Obiecuję sobie, że jeszcze tu wrócę, jest jeszcze tyle do zobaczenia. 
Możliwe jednak, że archipelag ten, znajdujący się na liście Światowego Dziedzictwa Kulturalnego i Przyrodniczego oraz Światowych Rezerwatów Biosfery zostanie wyłączony z ruchu turystycznego, dla dobra nadwątlonego i delikatnego ekosystemu.

fot.: Dagny

2 komentarze:

  1. Anonimowy6/05/2013

    Wow ale przepiekny opis wycieczki do Galapagos. Zdjecia sa wspaniale. Zawsze chcialam tam pojechac - a teraz to obiecuje sobie ze zabiore dzieciaki jak tylko bedzie najblisza szansa. Wspaniale. B

    OdpowiedzUsuń
  2. Dzieki i naprawdę polecam :) Miłej podróży :) Dag

    OdpowiedzUsuń