2013/06/09


Kajakiem przez Kaszuby




Zeszłoroczny wypad na Kaszuby będę wspominać długo. Pojechaliśmy na jedeń dzień, a w planach mieliśmy przepłynięcie rzeki Raduni, od Ostrzyc do Trątkownicy. Poranek zaczął się dla nas o godzinie 3. Mieliśmy do przejechania samochodem trasę ze Szczecina na Kaszuby. Pogoda dopisała, świeciło słońce, było ciepło. Na miejscu zbiórki odpoczęliśmy trochę, zjedliśmy śniadanie i czekaliśmy na transport do bazy, gdzie miał czekać nasz kajak.




fot. Dagny




















Wtedy właśnie rozpętała się ulewa! Woda lała się z nieba, grzmiało, wiatr wiał wściekle. Zwątpiłam czy nasza wyprawa dojdzie do skutku. A jednak minibusik przyjechał i zabrał nas do obozowiska. 
Całą drogę wycieraczki pracowały jak oszalałe, odgarniając wodę, ale i tak ledwo było widać drogę.
Gdy dotarliśmy do obozu, nagle przestało padać.
Trochę przemoczeni i niepewni, czym jeszcze zaskoczy nas pogoda, zajeliśmy miejsca w kajaku. Siedziałam z przodu, licząc, że uda mi się zrobić piękne zdjęcia kaszubskiej przyrody. Trochę się przeliczyłam, bo czekała mnie naprawdę ciężka harówka przy sterowaniu kajakiem. Nie miałam żadnego doświadczenia, ale szybko załapałam, o co w tym chodzi. Kiedy już z mężem zsynchronizowaliśmy się, gładko płyneliśmy po rzece. Po burzy zrobiło się cicho i spokojnie, słychać było tylko miarowe uderzenia wioseł o wodę. Przed i za nami płynęli inni kajakarze, ale zdarzały się odcinki, na których byliśmy sami i wtedy pozwalałam sobie na krótkie przerwy na sesję foto.




fot. Dagny































Trasa spływu była naprawdę urozmaicona, musieliśmy pokonać jezioro, wąskie i zarośnięte odcinki rzeki, wiele ostrych zakrętów. Raz w ciągu tej kilkugodzinnej wyprawy zaskoczył nas deszcz, ale mieliśmy szczęście, bo niedaleko był most, pod którym się ukryliśmy razem z innymi kajakarzami. Potem wyszło słońce i do końca mieliśmy już piękną pogodę. Całą drogę towarzyszyły nam malownicze krajobrazy, pasące się przy brzegu konie i krowy oraz jaskółki latające nad głowami.

Syn zasnął na początku wyprawy i dopiero na ostatnim odcinku zaczął się przebudzać. Byłam już wtedy naprawdę zmęczona ciągłym wiosłowaniem, ale wiedziałam, że zbliżamy się już do celu. 





fot. Dagny



















Dotarliśmy do obozu pod wieczór. Mogliśmy wreszcie dpocząć przy ognisku i zjeść zasłużony posiłek.
Wyprawa się udała, pokonaliśmy 13 kilometrową trasę, mimo kapryśnej pogody i braku przygotowania, a Kaszuby cały czas zaskakiwały nas swą urodą;)


Brak komentarzy:

Prześlij komentarz